Raclawice.net, 10 stycznia 2009
Ostatnie wydarzenia, jakich ja i wielu pasażerów staliśmy się świadkami, związane z dość kuriozalnymi zawieszeniami kursów pociągów i spóźnieniami skłoniły mnie do napisania tego artykułu. Dowiecie się z niego między innymi o innych dziwnych spóźnieniach na naszej linii, o tym, dlaczego tak często zamknięty jest dworzec w Prudniku i dlaczego linia ta mimo wysokiego potencjału i dobrych frekwencji w pociągach została zmarginalizowana na rzecz innych, gorszych traktów lokalnych.
Jeszcze niewiele ponad 8 lat temu nasza stacja mogła pochwalić się bezpośrednimi połączeniami z Głubczycami i Raciborzem. Pociągi te mimo, iż prowadzone na linii lokalnej były punktualne jak szwajcarski zegarek. Także z drugiej strony dworca również planowo odjeżdżały pociągi do Legnicy, Kłodzka, Jeleniej Góry, Jaworzyny Śląskiej, Gliwic, Katowic, Krakowa.
Z chwilą podziału na PKP (2001 rok) wymuszonego niejako przez Unię Europejską sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać. Na gorsze niestety. Między innymi dlatego, iż powstało wiele niepotrzebnych stanowisk urzędniczych, a pasażerów nie traktowano tak, jak dawniej.
Jeszcze do roku 2004 wszystko na naszej linii było względnie normalne (nie licząc niesprawiedliwego zawieszenia pociągów do Głubczyc). W 2005 roku pojawiły się szynobusy. Prawdopodobnie ich wprowadzenie było wynikiem rezultatów badań frekwencji na kilku liniach: Nysa-Opole, Nysa-Kędzierzyn, Nysa-Kamieniec.
Do tego czasu nasze połączenia były obsługiwane przez lokomotywy serii SU46 i SU45 z co najmniej dwoma wagonami. Wtedy stało się coś niesamowitego. Dosłownie ukatrupiono naszą linię i każdy kto jeździł pociągami, a nie siedział za biurkiem o tym dobrze wie.
Do czasu pojawienia się szynobusów zdecydowano się puszczać składy TYLKO jednowagonowe. Nikt nie wziął pod uwagę faktu, że z racji rozwoju nyskiej uczelni akurat w tym roku znacznie zwiększyła się liczba pasażerów. Kilka razy byłem świadkiem, jak ludzie zwyczajnie nie zmieścili się do pociągu. Około kwartalne puszczanie tylko jednego wagonu spowodowało odejście wielu, naprawdę wielu pasażerów od usług kolei.
Pamiętam pewne wiosenne wydarzenie. To był piątek. Na peronie w Nysie stało kilka set osób oczekujących na pociąg z Kędzierzyna. Wszyscy byli zszokowani jak wyjątkowo z Kędzierzyna do Nysy przyjechał skład dwu-wagonowy. Stało się jednak coś niesamowitego. Jeden wagon oczepiono, odstawiono na bok, a pasażerom pozwolono wsiadać tylko do pozostawionego wagonu. O mało nie doszło do tragedii. Po kilkuminutowej walce okazało się, iż nie wszyscy, nawet po upchnięciu zmieszczą się. Po dłuższym przemyśleniu ktoś zdecydował, by odstawiony wcześniej wagon przywrócić do składu. Cała operacja trwała około półtora godziny, a i w tych dwóch wagonach ludzie zmieścili się w trudnością. Ci, którzy jechali dalej (do Rybnika na przykład) wrócili do akademików, bo i tak już by nie zdążyli na przesiadkę w Koźlu.
Pewnego razu na pociąg relacji Kamieniec – Nysa – Kędzierzyn podstawiono szynobus SN81. Pociąg z około 100 pasażerami piątkowego popołudnia wjechał z Kamieńca do Nysy, by później jechać od razu dalej do Kędzierzyna. W Nysie „pociąg” stał 15 minut ponad plan. Wszystko przez to, że ludzie zwyczajnie się do niego nie zmieścili.

Wraz z pojawieniem się na naszej linii szynobusu SN81 zniknęli z niej pasażerowie
Najzabawniejsza rozmowa z tego postoju brzmiała następująco:
– puśćcie mnie, ja muszę jechać tym pociągiem
– nie wsiądziesz, nie ma już miejsca
– ale ja muszę jechać, jestem kierownikiem tego pociągu
Około 20 osób nie zmieściło się w szynobusie i wróciło do domu.
Posłuchajcie tej audycji Radia Opole z 2006 roku, gdzie kolej tłumaczy się, że nie ma taboru, a wszystko to wina Urzędu Marszałkowskiego
[audio:http://raclawice.net/download/radio/SpoznieniaRadioOpole3Listopada2006.mp3]Rozmiar: 2,55MB. Plik muzyczny mp3
Osobne podziękowania należą się tej osobie, która skierowała szynobus SN81 na naszą linię. Mało który jego kurs nie odbył się bez awarii. Decyzja o jego wprowadzeniu jeszcze bardziej dobiła naszą linię. Sam mam 10 zaświadczeń o spóźnieniu dwugodzinnym tego składu lub jego odwołaniu. Musiałem pokazywać je na studiach, gdy nie dojechałem na egzamin. Razem ze mną inne osoby, które odwróciły się od usług kolei.
Najbardziej zabójcze są dla nas badania frekwencji w pociągach. W ostatnim czasie mimo radykalnych spóźnień, wprowadzenia wcześniej zastępczych autobusów, daje się zauważyć stosunkowy wzrost pasażerów. Kilka miesięcy temu kierownicy pociągów spisywali ile osób jeździ naszą linią.
Kierownicy w pierwszej kolejności muszą sprzedać bilet, dbać o bezpieczeństwo, a nie liczyć ile jest podróżnych. Dlatego wiele osób nie zliczono, ba czasem jechało tak dużo osób, że one nie kupiły biletu. Dlatego, po raz kolejny nasza linia została źle zbadana. Swego czasu dotarły do mnie głosy, iż w czasie badań uczestniczyli przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego. Ja jeździłem pociągami codziennie i to kursami o największej frekwencji i nigdy nie widziałem przynajmniej jednej osoby, która pomagała kierownikowi w badaniach. Dlatego uważam i wiem, że badania na naszej linii są zaniżone. Kto na tym ucierpi pozostawiam Państwa ocenie.
O KKA, czyli kolejowej komunikacji autobusowej pisałem już wcześniej. Szczęśliwie od ponad roku nie pojawił się u nas żaden autobus zastępczy. Jednak KKA też ma swój niechlubny udział w dobiciu naszej linii.
Myślę, że spory wpływ na to, że nasza linia jest marginalizowana względem traktu Nysa-Opole ma to, że sporo pracowników szczebla kierowniczego od strony przewoźnika podróżuje linią opolską.
Aż się łza w oku kręci jak wspomni się pewne wydarzenie z czasów studenckich. Stało się na peronie. Czekało na spóźniony szynobus. Obok jedna z Pań (prawdopodobnie urzędniczka kolejowa) udająca się do Opola powiedziała dość głośno: – ja się nie będę tłukła z dzieciakami, proszę natychmiast podstawić trzeci wagon. I tak my, stojący na drugim peronie nyskiego dworca byliśmy świadkami jak tuż obok, na peron trzeci podstawia się kolejny wagon, a panowie i panie z teczuszkami z radością do niego wsiadają. Potem ów pociąg zawsze o tej porze miał trzy wagony.
W ostatnim czasie byliśmy świadkami pewnych anormalnych zdarzeń, tym bardziej dziwnych, iż przez ponad rok pociągi na naszej linii kursowały punktualnie, a ponadto pojawiły się 2 dodatkowe szynobusy (jeden nowy, drugi SA109 po naprawie).
Przyszła zima z prawdziwego zdarzenia i szynobusy uległy awariom. Dla jednej z gazet przedstawiciel przewoźnika wytłumaczył spóźnienia jako awarie pojazdów nieprzystosowanych do kursowania podczas takiej pogody. Dziwne, ponieważ w 2005 roku zaatakowała nas kilkudniowa śnieżyca i było podobnie. Wtedy szynobusy jeździły jak szwajcarskie zegarki. Widocznie teraz śnieg ma jakąś inną konsystencję niż wtedy, wpada do szynobusów i je psuje. No oczywiście pewnie też było tak, że projektanci szynobusów SA103, SA109 nie wiedzieli, że w Polsce czasem jest zimno, pada śnieg i te pojazdy przystosowali do jazdy tylko w lecie. Lokomotywy serii SU46, SU45, które tutaj kursowały przez 25 lat powstały na początku lat 70-tych ubiegłego wieku i zima im straszna na pewno nie była. Ba, te lokomotywy nadal jeżdżą, tyle, że nie u nas tylko w innych rejonach kraju. Podobno teraz nasza technologia jest doskonalsza niżeli za czasów komuny więc ktoś tutaj chyba pasażerów obraża z tym nieprzystosowaniem szynobusu.

Lokomotywy SU45 z lat siedemdziesiątych prze lata kursowały bezawaryjnie w czasie zimy, teraz też to robią, ale już nie u nas, autor zdjęcia pbc
Nawet jeśli, to przecież na stanie naszego przewoźnika są lokomotywy serii SU42 mogące ogrzewać wagony. Co z tego jak kilka dni temu pojawiła się kilka razy lokomotywa SM42, która wagonów nie mogła ogrzewać i to w barwach PKP Przewozy Regionalne (czyli będąca na stanie naszego przewoźnika, któremu pewnie z racji kosztów nie chciało się wynająć lokomotywy SU42 z innej spółki). Pasażerowie zastanawiali się, czy zimniej było na dworze, czy w środku składu. Jedna osoba, która skontaktowała się ze mną i też jechała takim oblodzonym składem powiedziała, że dla sprawdzenia wylała na szybę wagonu wodę, która natychmiast zamarzała.
Można czasem usprawiedliwiać przewoźnika, że lokomotyw z ogrzewaniem jest zbyt mało, ale co to obchodzi pasażerów? Z drugiej strony dlaczego pozbyto się tak wielu lokomotyw przeznaczonych do obsługi pociągów pasażerskich?
Ciekawa sytuacja zdarzyła się na prudnickim dworcu. Tam aktualnie pracuje tylko jedna kasjerka. Pozostałe prawdopodobnie są na chorobowym lub przeniesiono je gdzie indziej. Dlatego w okresie świątecznym kasa była zamknięta 2 tygodnie. Na początku roku przyszły mrozy. Jedyna pracownica miała dużo wypracowanych godzin i siłą rzeczy prawo nakazywało, by miała dzień wolny, potem po kilku dniach znów dzień wolny i tak dalej. Pechowo te dni wolne przypadły na największy mróz i pasażerom przyszło podziwiać: odstawione towarowe wagony na bocznicy, zdezelowane semafory, połamane ławki – pod chmurką na prudnickim peronie. Widzieli oni cały czas zaświecone światło na stacji, czuli ciepło bijące z wewnątrz, ale im samym przyszło im stać za kratami (na zewnątrz).

Pamiątkowe zaświadczenie kolegi o półtoragodzinnym spóźnieniu
W czwartek (8 stycznia) jak pisałem wcześniej bardzo ważny pociąg z Nysy do Kędzierzyna (odjazd z Nysy 16:36) był spóźniony tylko dlatego, że maszynistę z tego pociągu PKP Przewozy Regionalne oddelegowały do pociągu do Opola. Dlaczego? Chyba już wiecie, jeśli czytaliście wcześniejsze akapity. Pasażerowie czekali 40 minut aż dojedzie maszynista z Brzegu. Studenci, którzy mieli się w Kędzierzynie przesiąść wrócili do domów. Nie było to jedyny przypadek.
Także na drugim końcu linii w Kędzierzynie miało miejsce nienormalne zdarzenie. Pociąg z Nysy dojechał punktualnie i już miał wracać. Ale w Kędzierzynie przedstawiciel przewoźnika podszedł do kierownika pociągu, powiedział, że ten pojedzie do Opola. Nasz pociąg stał, stał i stał, aż sprowadzono nowego kierownika. Kolejny przykład tego, jak mało ważna dla przewoźnika jest nasza linia.
W środę szynobus relacji Kędzierzyn Koźle-Nysa dojechał do stacji docelowej punktualnie. Tam jednak okazało się, że brakuje paliwa. Oczekiwano na sprawdzenie paliwa z uwaga: Kędzierzyna. Spóźnienie godzinne kursu powrotnego do Kędzierzyna tylko z powodu braku paliwa.
Mimo, że nasz Urząd Marszałkowski kupuje coraz to nowe szynobusy to w przypadku ich awarii, co przecież może się zdarzyć PKP Przewozy Regionalne działają tak, jakby nie były przygotowane na nietypowe sytuacje: zimę, awarie, spóźnienia.
Może w tej kwestii nie mam jakiejś dużej wiedzy, ale po usamorządowieniu PKP Przewozy Regionalne nasze władze powinny zastanowić się nad ogłoszeniem przetargu na obsługę linii Opolszczyzny. Korzyści byłby ewidentne. Każdy przewoźnik zgłaszający się do przetargu musiałby zaproponować niską cenę, by mieć gwarancję wygrania. Bardziej liczyłoby się zdanie podróżnych niż osób dojeżdżających do urzędniczych pracy na kolei. Każde odwołanie, czy spóźnienie byłoby związane z wysoką karą dla przewoźnika. Pasażerowie mieliby duży wpływ na kształt rozkładu. Prywaciarz nastawiony jest na osiągnięcie zysku, a miałaby to zagwarantowane jedynie w przypadku godnego traktowania podróżnych. Coś, co jest państwowe ma pieniądze z góry więc po co się starać? Tak mamy przecież teraz. Po co się starać?
Przewozy na liniach lokalnych są deficytowe w całej Europie. Prawo nakazuje, by lokalne samorządy je dofinansowywały. Gdyby PKP PR naprawdę zależało na tym, by deficyt był jak najmniejszy to przecież robiłby wszystko, by więcej ludzi jeździło pociągami, a przychody z biletów były większe. Tak chyba nie jest patrząc na to, co się dzieje? Z drugiej strony skoro państwo płaci, to co nas obchodzą podróżni? Tak też można myśleć i każdego roku domagać się coraz to wyższych dopłat ze strony Urzędu Marszałkowskiego. Ciekawe jaki argument usłyszymy za rok, kiedy przewoźnik zażąda większych dopłat? Tym razem argument z drogi paliwem nie przejdzie.
A może warto zastanowić się (o ile to w ogóle jest możliwe) nad likwidacją opolskiej spółki PKP Przewozy Regionalne i powołaniem czegoś na wzór Kolei Dolnośląskich? Oczywiście gwarancja powodzenia możliwa byłaby dopiero po posiadaniu odpowiedniej ilości taboru do obsługi połączeń. Myślę, że na tym skorzystałoby nasze województwo, a przede wszystkim pasażerowie. Bo PKP PR zapomniało o naszej linii, ale nie my.
Jeden z niewielu dowodów na to, że ktoś może dziękować kolei. Stacja Nysa. Po serii opóźnień i puszczaniu zdezelowanego szynobusu kolej podstawiła skład: lokomotywa plus dwa wagony. Pasażerowie byli tym zdziwieni, ale i rozradowani, ponieważ zaraz, gdy zobaczyli, że do peronów zbliża się lokomotywa z wagonami krzyczeli brawo i rozległy się oklaski. Niestety film ten obrazuje pewien paradoks, bo pokazuje ile radości w pasażerach budzi „normalny pociąg”!
Stanisław Stadnicki
Źródło: Raclawice.net
Piękny tekst! ja mogę dorzucić trochę wspomnień o części Nysa- Kamieniec Ząbk. :
– jak puścili SN81- akurat jechałem na pierwsze zajęcia w roku akad. 2006/07- do Paczkowa przyjechał z 90minutowym opóźnieniem, do Doboszowic jechał 40 km/h, a pod Kamieniec 20km/h -wiem bo stałem w okolicach drzwi do kabiny i widziałem licznik, pamiętam nawet jak maszynista pytał o wzór na prędkość :) kierownik pociągu obiecał przytrzymać pospiech z Pragi do Wrocławia, ale jak wjeżdżaliśmy do Kamieńca to on po 20 minutowym czekaniu po prostu odjechał sobie- o mało nie doszło do linczu na kierowniku pociągu,podróż do Wrocławia trwała około 5h
-potem z dwa razy wieczorny pociąg po prostu nie przyjechał, była KKA spóźniona o 100 min- siłą rzeczy pozostał PKS do Nysy (100 min spóźniona do Paczkowa)- od tego czasu studenci z Paczkowa przestali jeździć pociągiem z Paczkowa- a jeździło zawsze ich tyle że konduktor nie nadążał wypisywać biletów
-i tak wszystko staczało się do dna- ostatnio porannym pociągiem (KKA) na wakacjach jeździłem do pracy- chwała kierowcy z KKA bo wyrabiał się zawsze na czas ;) na przesiadkę w Kamieńcu, finał znamy 14 grudnia 2008 zawieszono wszystkie kursy, uprzednio wprowadzając je do nowych tabel SRJP 2008/2009, nie wieszając nawet kartki na dworcu z tym co się dzieje
Kolej nie dba o pasażerów także w inny sposób.
Regularnie korzystam z połączenia Kędzierzyn-Koźle 7:02 – Opole Gł. 7:47 (Osob. 46227) –> Opole Gł. (7:59) – Wrocław Gł. (Osob. 15).
Chciałbym opisać zdarzenie, jakie miało miejsce 12 stycznia rano na stacji Opole Główne:
Dzisiejszego poranka wszystkie pociągi z kierunku Gliwic były opóźnione. Pociąg pospieszny GWAREK relacji Katowice-Słupsk przybył do Kędzierzyna-Koźla z 30 minutowym opóźnieniem, przez co pociąg osobowy 46227 z powodu przepuszczania GWARKA również doznał opóźnienia ok. 10 minut. Z racji, że na skomunikowanie z pociągiem 15 w Opolu zrobiło się mało czasu zamiar przesiadki został zgłoszony konduktorowi, który zgłosił dyspozytorowi, że są ludzie udający się w kierunku Wrocławia. Pasażerowie, którymi w większości byli studenci powracający po weekendzie do Wrocławia jak i osoby dojeżdżające do Brzegu czy zachodniej części Opola stanowili znaczny odsetek podróżnych pociągu 46227. Pociąg 46227 przybył do Opola Głównego o 7:59 czyli dokładnie o godzinie odjazdu pociągu 15 do Wrocławia. Został skierowany na ślepy tor przy peronie 1. Wjeżdżając wszyscy podróżni pociągu z Kędzierzyna widzieli stojący (i jak mniemali oczekujący) przy peronie 2 pociąg do Wrocławia. W momencie gdy pociąg z Kędzierzyna zatrzymał się przy peronie, pociąg do Wrocławia zamknął drzwi i na oczach wszystkich, którzy mieli się do niego przesiadać odjechał pozostawiając dziesiątki podróżnych na opolskim dworcu i zmuszając ich do godzinnego oczekiwania na kolejny pociąg o 8:59 jadący i tak z Kędzierzyna-Koźla. Nie potrafię usprawiedliwić takiego postępowania niczym innym jak tylko chamstwem i nie liczeniem się przewoźnika z pasażerami. Wielokrotnie zdarza się, że pociągi do Wrocławia oczekują na pociągi z Kędzierzyna (i w odwrotnym kierunku) nawet po 10-15 minut, a dzisiaj pociąg nr 15 nie musiałby czekać nawet 5 minut, gdyż tak jak wyżej pisałem w momencie jego odjazdu pociąg 46227 był już w peronach stacji Opole Gł. Zrywanie skomunikowań pociągów w tak chamski sposób jak dzisiejszego poranka przyczyni się do odejścia pasażerów od kolei i tym samym zmniejszenia bardzo dobrej frekwencji, jaka jest na tej trasie. Dodam jeszcze, że nie jest to już pierwszy przypadek tak złośliwego zerwania skomunikowania na tej stacji z jakim się zetknąłem. Parę lat temu w podobny sposób utraciłem połączenie na pociąg do Kluczborka, który nie poczekał 2 minut na pociąg z Kędzierzyna-Koźla mimo zgłoszonej przesiadki.
Województwo Opolskie znalazło sobie świetny sposób na dopasowanie frekwencji i składów na wszystkich liniach kolejowych. Puszcza się krótki skład (żeby było taniej), a jeżeli frekwencja jest wysoka to nic z tym się nie robi. Po pewnym czasie część ludzi jako że zawsze muszą jeździć na stojąco, albo nie da się wejść po prostu rezygnuje. Wtedy skład staje się optymalnie dopasowany do ilości podróżnych. Dotyczy to wszystkich tras w opolskim, także elektrycznych. Korespondowałem niedawno z UM w sprawie wydłużenia osobówki Kędzierzyn – Wrocław którą bardzo dużo studentów wraca w niedziele do domu. Pierwszy odpowiedź brzmiała mniej więcej że na podstawie wyliczeń z marca i z wakacji stwierdzają że jedna jednostka elektryczna jest wystarczająca. Napisałem drugi raz że się mylą i frekwencja wynosi nierzadko 150%. Na to oni odpisali że były nowe liczenia i że mam rację, ale składu i tak nie wydłużą. Tłumaczyli się podając mocno zawyżoną w stosunku do rzeczywistej ilość miejsc siedzących i jeszcze bardziej zawyżoną stojących.
Zapomniałem jeszcze dodać że ostatnio zaobserwowałem spadek liczby pasażerów, prawdopodobnie dlatego że część zrezygnowała z uciążliwych podróży do domu, a część znalazła inne środki transportu. Ja należę do drugiej grupy, jeżdżę auto-stopem.
Osobiście widzę tę sprawę nieco inaczej: chodzi nie tyle o faworyzowanie linii Nysa – Opole (bądź co bądź połączenie Nysy ze stolicą województwa!) kosztem dawnej Magistrali Podsudeckiej (Kędzierzyn Koźle – Nysa – Kamieniec Ząbk. i dalej do Legnicy), ile po prostu o zarżnięcie ruchu pasażerskiego na tej ostatniej. Sytuacja na linii Nysa – Opole wygląda bowiem od lat mniej więcej porównywalnie (poza zniknięciem lokomotyw sześcioosiowych i pojawieniem się szynobusów). Natomiast Podsudecką jeszcze przed dziesięciu laty kursowały całoroczne pociągi dalekobieżne – pospieszne: Kraków Gł. – Jelenia Góra i Lublin – Kudowa Zdrój oraz osobowe: Kraków Pł. – Jelenia Góra, Mysłowice – Kudowa Zdrój/Stronie Śląskie, Katowice – Legnica. Nie wspominając o relacjach typu: Kamieniec Ząbk. – Bytom czy Dzierżoniów – Gliwice. I w żadnej, nawet najbardziej chorej głowie nie pojawił się nawet cień podejrzenia, że zaledwie po dekadzie z tych relacji zostanie wspomnienie, a WĘZŁOWA stacja Nysa obsługiwać będzie wyłącznie RUCH LOKALNY! A przecież każdy z tych pociągów kursował przez wiele dziesięcioleci, składy liczyły 8 – 10 wagonów (niektóre i kilkanaście) i często trzeszczały w szwach! Sztuką doprawdy jest doprowadzenie do sytuacji takiej jak obecnie w zaledwie kilka lat.
Ludzie! Toż to zasługuje na jeden wściekły lwi ryk, po którym kolejowym decydentom, którzy mieliby tu coś do powiedzenia, wyleciałyby z okien gabinetów szyby. A argumentacja, że fajniej było, gdy lat temu kilka z Nysy do Kędzierzyna jeździła SU46/45 (potem SU42) z DWOMA
wagonami jest ŻAŁOSNA. Żałosna, gdyż zawiera w sobie AKCEPTACJĘ tego, co zrobiono z ruchem pasażerskim na Podsudeckiej. To nie jest gromki ryk sprzeciwu, z którym należałoby się liczyć, a co najwyżej popiskiwanie zdesperowanej myszki. Tylko kto weźmie je pod uwagę? Nikt. Bo i po co? Żeby była pełna jasność: bardzo lubię Opolszczyznę i szanuję jej starania o lepszą kolej. Mało tego: życzę jej PEŁNEGO zwycięstwa w tej walce z kolejowymi biurokratami. Ale dla porównania: wiecie, ile razy kolej chciała zlikwidować ruch pasażerski na linii Kłodzko – Kudowa? Jednak opór lokalnych władz był zawsze zdecydowany – np odpowiedź, gdzie kolej może sobie wsadzić proponowaną KKA. I dziś, mimo żenującej prędkości szlakowej, Kudowa ma trzy CAŁOROCZNE pociągi do Poznania i dodatkowo dwa do Wrocławia. Fakt, że Nysa nie ma argumentu pod tytułem „Trzy duże uzdrowiska na trasie”, ale linia jest dwutorowa, z przyzwoitą szlakową i łączy Górny Śląsk (a w konsekwencji Przemyśl, Kraków,Lublin) z Ziemią Kłodzką, Wałbrzychem, Jelenią Górą, Legnicą (i dalej np z Zieloną Górą). Czy naprawdę przywrócenie choćby części dawnych pociągów dalekobieżnych kursujących Podsudecką jest marzeniem utopisty? Niekoniecznie, skoro zdesperowane pozbawieniem (międzywojewódzkich) pociągów pospiesznych PKP PR szuka nowych możliwości w osobowych relacjach dalekobieżnych – vide „Karmazyn” z Wrocławia Gł. do Kamienia Pomorskiego czy „Kotwica” z Wrocławia do Kołobrzegu. Śmiem zatem twierdzić, że np dwie pary (rano i po południu) osobówek relacji Katowice – Legnica (rozważyłbym wydłużenie jednej z nich do Krakowa) i jedna Kraków – Jelenia Góra z grupą 2 – 3 wagonów do Kudowy odczepianych w Kłodzku załatwiłyby problem ścisku na odcinku Kędzierzyn Koźle – Nysa raz na zawsze. Oczywiście ich UZUPEŁNIENIEM byłyby szynobusy – wystarczyłoby jedynie ułożyć SENSOWNY rozkład jazdy, uwzględniający potoki podróżnych, a nie tylko obiegi taboru i voila!
P.S. Wybaczcie ostre momentami słowa, ale to wynik emocjonalnego zaangażowania. Pozdrawiam!
Kocham kolej ale to co sie dzieje na polskich szlakach sa to poprostu kpiny pieprzonych biurokatów, lekceważenie, niszczenie tego co było dobre i dobrze funkcjonowało, po co utrzymywac lini np Nysa – Kędzierzyn gdzie kursowały fajne Su 46 z 2-3 czasem 4 wagonami, lepeij puścic jakis złomowaty szynobus który szypie sie od usterek, wyprowadzic tym ludzi z równowagi doprowadzając ich od odsuniecia sie od usług kolei, ale tak to juz jest zamiast o cos dbac i utrzymywac porządek np. magistrale kolejowe-wszystkie po zarastane – zdewastowane dworce, brak kas lub jedna na 50 osób, zawieszanie połączeń lokalnych nie mówiac juz o daleko bieżnych, jestem z Nysy ale to co obserwuje od kilku lat co sie tu dzieje przechodzi wszystkie granice. Ale władze PKP zawsze twierdzą ze maja racje, po co ma cos normalnie i dobrze funkcjonowac. Według władz PKP lepiej jest WYKORZYSTAC SRODKI PIENIEZNE WSZYSTKO ZNISZCZYC WYKRECIC JAK SZMATE I WYRZUCIC!!!!!! ALE KOCHANI MIESZKAMY W CHORYM KRAJU PRZEZ ROK MIESZKALEM W nIEMCZECH I TAM SIE WSZYSTKO OPLACA POLąCZEń KOLEJOWYCH LOKALNYCH I DALEKOBIEZNYCH JEST OD GROMA
Przepracowałem parę lat w Lok.NYSA .Czytając fora to az wstyd że to nasze PKP wyprawia takie cuda .O ile pamiętam to w kierunku Kędzierzyna bylo chyba 14 pociągów a dzisjaj wstyd
semaforek mówi:
wtorek, 13 styczeń, 2009 o 23:35
Województwo Opolskie znalazło sobie świetny sposób na dopasowanie frekwencji i składów na wszystkich liniach kolejowych. Puszcza się krótki skład (żeby było taniej), a jeżeli frekwencja jest wysoka to nic z tym się nie robi. Po pewnym czasie część ludzi jako że zawsze muszą jeździć na stojąco, albo nie da się wejść po prostu rezygnuje. Wtedy skład staje się optymalnie dopasowany do ilości podróżnych. Dotyczy to wszystkich tras w opolskim, także elektrycznych. Korespondowałem niedawno z UM w sprawie wydłużenia osobówki Kędzierzyn – Wrocław którą bardzo dużo studentów wraca w niedziele do domu. Pierwszy odpowiedź brzmiała mniej więcej że na podstawie wyliczeń z marca i z wakacji stwierdzają że jedna jednostka elektryczna jest wystarczająca. Napisałem drugi raz że się mylą i frekwencja wynosi nierzadko 150%. Na to oni odpisali że były nowe liczenia i że mam rację, ale składu i tak nie wydłużą. Tłumaczyli się podając mocno zawyżoną w stosunku do rzeczywistej ilość miejsc siedzących i jeszcze bardziej zawyżoną stojących.
To ile ma EN57 miejsc siedzących a ile stojących i dokładniej ile jest te 150% zapełnienia???